wtorek, 25 lipca 2017

Jednoaktówki

Jednoaktówki na scenę

„Konkurs jest próbą pokazania, że językiem śląskim można wyrazić bardzo intymne, głębokie uczucia, a nie tylko opowiadać głupkowate dowcipy” tłumaczył Ingmar Villqist przy okazji jednego z finałów Jednoaktówki po śląsku. Chociaż od początku teatralność wpisana była w założenia konkursu, należało podsyłać teksty na scenę, rozpisane na maksymalnie czterech bohaterów, nikt chyba nie spodziewał się, że nagrodzone utwory rzeczywiście trafią do repertuarów teatrów z regionu. Jeszcze w 2013 roku Roman Kocur, autor Rajzentaszy (trzecie miejsce w 2012 roku) mówił, że chciałby, aby jego sztuka została wystawiona na deskach prawdziwego teatru. Dzisiaj nikogo nie dziwi, że reżyserzy sięgają do konkursowych prac publikowanych w zbiorkach i wykorzystują pomysły autorów, zarówno zawodowców jak i amatorów, coraz częściej. Rajzentasza. Krótkie sztuki po śląsku, dwie do śmiechu, a jedna nie wyreżyserowana przez Mirosława Neinerta dla Teatru Reduta Śląska to poza tytułowym tekstem Romana Kocura jeszcze dwa utwory: poważny Besuch s Reichu (pierwsza nagroda w 2011, czyli w pierwszej edycji Jednoaktówki po śląsku) Romana Gatysa uznanego za objawienie konkursu oraz Komisorz Hanusik i Warszawiok (drugie miejsce w 2013 roku) Marcina Melona, który po sukcesie zaczął też podbijać rynek wydawniczy cyklem powieściowym. Marcin Melon opowiadał Marcie Odziomek, że pisać po śląsku zaczął z przekory, kiedy usłyszał, że się nie da. Ale też ze strachu, bo gdy umarła jego oma, zrozumiał, że trzeba zachować dla potomnych jej opowieści, a język polski nie nadawał się do uchwycenia wszystkich niuansów, należało więc sięgnąć po śląszczyznę. Hanusiki zaczął tworzyć z kolei po to, by sprawdzić, czy uda mu się napisać dłuższy tekst po śląsku. Początkowo zakładał opowiadanie… Teraz, zdradzając tajniki warsztatu, wyznaje, że pisze warstwami, każda kolejna jest bardziej śląska, a i tak korektor dziwi się, gdy autorowi umknie jakieś wyjątkowo trafne śląskie określenie. Stwierdza Melon, że „w śląszczyźnie jest ogromny potencjał komediowy, to jej błogosławieństwo i przekleństwo”. Roman Gatys dał się w regionie poznać jako znawca porcelany, ale i jako kolekcjoner, zbieracz starych widokówek, zdjęć, dokumentów związanych z działalnością śląskich fabryk… Dba o lokalne dziedzictwo kulturowe, za co zdobył nawet nagrodę marszałka. Besucha s Reichu napisał w 5,5 godziny, wzorując się na tekstach Jerzego Szaniawskiego, ale i na opowieściach rodzinnych: stąd zaczerpnął motywy do kanwy swojej relacji. Roman Kocur do literatury wrócił na emeryturze. Jak sam stwierdził, praca na kopalni skutecznie ograniczała możliwości pisania. Uznał, że brakuje śląskich tematów na wesoło, więc zaczął układać Rajzentaszę. „To był pastisz czarnego kryminału. Miałem to zaczęte jako inne opowiadanie, ale na potrzeby sztuki teatralnej musiałem nieco przerobić tekst”, wyjaśniał Tomaszowi Głogowskiemu. Pasją do teatru zaraził się… w technikum górniczym, za sprawą nauczycielki języka polskiego. Konkurs na jednoaktówkę po śląsku pozwala odkryć nie tylko ciekawych autorów, ale i niebanalne pomysły, daje szansę zaistnienia tym, którzy tworzyli wyłącznie do szuflady. Sprawia, że marzenie o teatrze staje się bliższe niż kiedykolwiek. (IM)

tekst pochodzi z gazety festiwalowej Chorzowskiego Teatru Ogrodowego „Sztajgerowy Cajtung”

poniedziałek, 24 lipca 2017

druga recenzja z koncertu

Nostalgiczny Machalica
Chorzowski Ogród Teatralny zainaugurował w tym roku Piotr Machalica z zespołem. Ten popularny aktor, znany z wielu ról teatralnych i filmowych, jest również aktywny jako wokalista. W Chorzowskim Centrum Kultury wystąpił z recitalem Mój ulubiony Młynarski na trąbkę, dwie gitary i akordeonik.
Wojciech Młynarski dla wielu artystów był i nadal jest inspiracją. Machalica przyznał, że spośród bogatego dorobku tego twórcy niezwykle trudno było wybrać dwadzieścia utworów tak, by tworzyły spójną całość, bo każdy z nich to osobna historia. Jednak wszystkie te historie zostały perfekcyjnie przedstawione na chorzowskiej scenie. Wykonanie, ale przede wszystkim aranżacje sprawiały, że publiczność od pierwszych dźwięków została wprowadzona w wyjątkowy nastrój przepełniony nostalgią za tym, co było.
Bo w piosenkach Młynarskiego, w opowiadanych przez niego historiach są zapisane smaki, zapachy, maniery i obyczajowość, które bezpowrotnie minęły. Nie każdemu jednak udaje się je zaprezentować tak, by zarówno wzruszyć, jak i rozbawić publiczność. Piotr Machalica dokonał tego z ogromnym wdziękiem, ale też z należytym szacunkiem.
Było więc nostalgicznie, ale w bardzo dobrym znaczeniu tego słowa. Zapewne w jakimś stopniu wynika to z tego, że zarys koncertu powstał jeszcze za życia Wojciecha Młynarskiego, a nie ku jego czci. Zaprezentowane zostały więc te najbardziej znane szlagiery (typu Róbmy swoje, Moje ulubione drzewo, Jeszcze w zielone gramy), ale też mniej kojarzone piosenki i tłumaczenia. Każdego utworu słuchało się z przyjemnością.
Po raz kolejny okazało się również, jak czujna i wsłuchana w każde słowo jest publiczność Chorzowskiego Teatru Ogrodowego, która żywo reagowała na te mniej nostalgiczne a bardziej komiczne fragmenty tekstów. Tych, jak wiadomo, w swym dorobku Młynarski ma mnóstwo, a Machalica świetnie potrafił je wyeksponować.
Na scenie obok aktora można było też zobaczyć owe dwie gitary, trąbkę i akordeonik, czyli Michała Walczaka, Krzysztofa Niedźwieckiego i Pawła Surmana. Zwłaszcza trąbka robiła wrażenie. Pozostaje nadzieja, że panowie w tym składzie i z takim repertuarem wydadzą płytę. Ogromnie cieszy, że piosenki Młynarskiego żyją i nadal są obecne w kulturalnej przestrzeni.
Zresztą nie tylko piosenki, bo Machalica część tekstów deklamował: i była to deklamacja, jakiej rzadko ma się przyjemność posłuchać, piękna i dystyngowana, nawet gdy treść momentami była komiczna. Taka deklamacja skłania do tego, by się zatrzymać, zamyślić, zadumać. Dzisiaj mało kto i mało kiedy tak deklamuje.
W tłumaczonym przez Wojciecha Młynarskiego tekście Georgesa Brassensa Testament czytamy:
„Lecz nie szukajcie mnie na górze,
ja stamtąd nie pozdrowię was,
raczej przepadnę w czarnej dziurze,
którą okrutny drąży czas…”
I kiedy ten tekst wykonywał Machalica, pomyślałam, że Wojciech Młynarski nie ma szans na to, by zniknąć w dziurze zapomnienia. Bo jego twórczość jest tak pojemna i bogata, że zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce na nowo przedstawić ją szerokiej publiczności. Pozostaje mieć nadzieję, że zrobi to w tak dobrym stylu, jak Piotr Machalica i jego zespół. Po ich występie widać, że Młynarski jest dla nich faktycznie ulubiony.
Magda Kulus

tekst pochodzi z gazety festiwalowej Chorzowskiego Teatru Ogrodowego „Sztajgerowy Cajtung”

sobota, 22 lipca 2017

recenzja z Machalicy

Takie ballady
recenzja koncertu Mój ulubiony Młynarski na dwie gitary, trąbkę i akordeonik

„[…] a mnie się ciągle marzy
już od kilku ładnych lat…
Taka piosenka, taka ballada,
co byle czego nie opowiada,
bo słów jej szkoda, bo krew nie woda,
bo nagli czas”

Koncert Piotra Machalicy, Mój ulubiony Młynarski na dwie gitary, trąbkę i akordeonik, rozpoczyna się jasną deklaracją. Zawiera się w niej zarówno tęsknota za tekstami mądrymi, dotykającymi prawdziwego życia, jak i przekonanie, że dla tego typu utworów próżno szukać miejsca na „top-listach” rozgłośni radiowych. Piosenki śpiewane przez Machalicę zdecydowanie sytuują się po stronie tych, które nie błądzą po „tandetnych kramach”. Dzięki temu (oraz świetnej interpretacji) recital poświęcony Młynarskiemu to prawdziwe muzyczne wydarzenie, na miarę Mistrza.
Koncert ten w oczywisty sposób stanowi hołd składany jednemu z najwybitniejszych polskich „tekściarzy” XX wieku. Wojciech Młynarski to autor niezwykłych piosenek, obezwładniających ironicznym (ale i ciepłym!) humorem i zaskakującymi pointami. Młynarski obdarzony był „zmysłem obserwatorskim”, którego pozazdrościć mógł mu niejeden dziennikarz czy reporter. Na kanwie sytuacji codziennych, wydawałoby się, nieznaczących, potrafił stworzyć historie mówiące wiele o współczesnym mu świecie, a przede wszystkim o ludziach w nim żyjących. Jego teksty charakteryzują się niesamowitą językową precyzją i dbałością o słowo.
„Nie chciałem, aby ten koncert składał się wyłącznie z przebojów, których Wojtek miał niezliczoną ilość, ale również z piosenek mniej znanych”, tłumaczył w wywiadzie dla „Sztajgerowego Cajtunga” Piotr Machalica. I rzeczywiście, podczas koncertu pojawiają się takie hity, jak Jeszcze w zielone gramy, Idź swoją drogą czy Nie ma jak u mamy, ale również mniej rozpoznawalne teksty i tłumaczenia. W tej, momentami zabawnej, momentami natomiast melancholijnej, muzycznej podróży towarzyszą aktorowi muzycy: Krzysztof Niedźwiecki, Michał Walczak i Paweł Surman.
Choć interpretacje koncertowe różnią się od wersji oryginalnych (na czym zresztą opiera się ich wartość), to artystom udała się rzecz najistotniejsza: ocalenie zawartej w nich głęboko humanistycznej wrażliwości. Trudno zresztą, by było inaczej. Machalica mierzy się z twórczością Wojciecha Młynarskiego nie po raz pierwszy, a ślady tych artystycznych „przenikań” można znaleźć między innymi na płycie Moje chmury płyną nisko.
„Owacja na stojąco, nasze zachwyty i wiara w to, że inteligentna wymiana myśli to jedna z najwspanialszych rzeczy, jakie się nam mogą przytrafić… powinni grać i grać ten spektakl, dla naszego wspólnego dobra!”, pisała Magda Umer w tekście towarzyszącym wydarzeniu. Pozostaje tylko podpisać się pod tym stwierdzeniem.
Barbara Englender

tekst pochodzi z gazety festiwalowej Chorzowskiego Teatru Ogrodowego „Sztajgerowy Cajtung”

piątek, 21 lipca 2017

wywiad z Piotrem Machalicą

Mój ukochany Młynarski
rozmowa z Piotrem Machalicą

Sztajgerowy Cajtung: Nie: kiedy, nie: dlaczego, ale JAK mierzył się Pan z twórczością Wojciecha Młynarskiego, podchodząc do układania recitalu.

Piotr Machalica: Twórczość Wojciecha Młynarskiego towarzyszy mi od dzieciństwa, jest częścią mojego życia. Jedyne, z czym musiałem się mierzyć to znalezienie czasu oraz wybór utworów do koncertu (śmiech). Przed wyzwaniem stanęli też muzycy, Krzysztof Niedźwiecki, Paweł Surman i Michał Walczak, który jest również autorem aranżacji do tego koncertu. To było wiele miesięcy pracy i poszukiwań takich form muzycznych, z których dziś jesteśmy zadowoleni. Jak się okazało, docenia je również publiczność.

Sz. C.: Mówił Pan w jednym z wywiadów, że ten recital powinien się nazywać Mój ukochany Młynarski. Bazuje to na wspólnocie myśli i poglądów, na podejściu do piosenkowego tworzywa, a może jeszcze na czymś innym?

P. M.: Mój ukochany Młynarski, bo jest to twórca, poeta, bard, którego kocham. Tak po prostu. Znałem jego twórczość i to zaważyło na tym, że podjąłem się zaśpiewania piosenek, które są częścią mojego życia. Pyta pani o wspólnotę myśli, poglądów, podejście do piosenki. Prawda jest taka, że nie da się tego rozróżnić. Wojciech Młynarski był absolutnym mistrzem, pod każdym względem.

Sz. C.: Jakie było największe odkrycie albo zaskoczenie przy układaniu piosenek w recitalu?

P. M.: Wszystkie te piosenki znałem, więc jako takich zaskoczeń nie było. Raczej powiedziałbym tu o doświadczeniu, którym jest dokonanie wyboru repertuaru spośród dwóch tysięcy utworów, które Wojtek napisał, a ja znam i są mi bliskie. Nie chciałem, aby ten koncert składał się wyłącznie z przebojów, których Wojtek miał niezliczoną ilość, ale również z piosenek mniej znanych.

Sz. C.: Mój ulubiony Młynarski to recital bardzo młody, chociaż od dwóch lat przymierzał się Pan do jego stworzenia. Jak ewoluował ten program?

P. M.: Po prostu pracowaliśmy, szukaliśmy utworów. Wybieraliśmy, dokładaliśmy, skreślaliśmy. Początkowo wydawało mi się, że tych dwadzieścia piosenek, które wybiorę do koncertu powinno mieć jakąś wspólną myśl, temat przewodni. Szybko doszedłem do wniosku, że wcale tak nie jest, dlatego, że każda jego piosenka jest osobną opowieścią i wszystkie dotykają tego samego: życia. Przymierzaliśmy się do tego programu od dawna, to prawda. Wcześniej nie miałem odwagi. Ale dwa lata temu zaczęliśmy na ten temat rozmawiać coraz częściej z muzykami. Intensywne próby rozpoczęliśmy jesienią 2016 roku.


Sz. C.: W szkole aktorskiej lubił Pan najbardziej piosenkę, wolał granie w zespole bigbitowym niż aktorstwo? Pana płyty i recitale nie są przecież tylko realizacją marzenia o śpiewaniu…

P. M.: Zarówno w szkole, jak i po jej ukończeniu, robiłem wszystko, ponieważ to, co pani wymieniła zamyka się w tym zawodzie. Można śpiewać, grać, występować na estradzie. Lubiłem i lubię każde z tych zajęć. Fajnie jest, i myślę, że jest to szczęście wielu ludzi, którzy się zdecydowali ten zawód uprawiać, że mogą dotknąć wszystkich z nurtów tego zawodu.


Sz. C.: Istnieje takie przekonanie, że poetów piosenki: Koftę, Osiecką, Przyborę, mogą śpiewać właściwie wszyscy. Przed Młynarskim czuje się pewien strach. Jakie pułapki wykonawca-autor pozostawia aktorowi?

P. M.: Żadnych. To jest problem wykonawcy, na którą piosenkę się zdecyduje i czy będzie skupiać się na myśleniu o tym, że mierzy się z czymś, co Wojtek napisał sam dla siebie, by osobiście później wykonać. Myślę, że to właśnie może onieśmielać. Jeśli się o tym nie myśli, tylko przepuszcza przez swoją wrażliwość, przez swój sposób patrzenia na świat, to można te utwory śpiewać.

Sz. C.: Co daje nam Młynarski czytany dzisiaj? Zaznaczam „czytany”, bo przecież w wypadku Młynarskiego teksty bronią się równie dobrze bez muzyki…

P. M.: Każdy z nas sam musi odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Sz. C.: Bardziej inspiruje Pana melancholia czy satyra?

P. M.: Inspiruje mnie mądrość Wojciecha Młynarskiego i mądrość jego tekstów. A w tym jest wszystko: i satyra, i melancholia, i dystans. Wszystko.

Sz. C.: W Chorzowskim Teatrze Ogrodowym recital będzie miał tytuł, zaproponowany przez Pana, Mój ulubiony Młynarski na dwie gitary, trąbkę i akordeonik. To spektakl kameralny, spotkanie z każdym widzem z osobna?

P. M.: Graliśmy ten koncert i bardzo kameralnie, i dla ponad pięciuset osób w OCH-Teatrze, czy dla prawie siedmiuset ostatnio pod Arsenałem we Wrocławiu. Zapewne nie do wszystkich trafiam, ale każdy koncert to spotkanie z każdym widzem z osobna, mam przynajmniej taką nadzieję.

Sz. C.: Nie jest Pan piosenkarzem, a opowiadaczem historii.

P. M.: Zawsze wybierałem wyłącznie piosenki z dobrym tekstem. Każdy z utworów, które śpiewam jest opowieścią.

rozmawiała Izabela Mikrut

tekst opublikowany w „Sztajgerowym Cajtungu”, gazecie festiwalowej Chorzowskiego Teatru Ogrodowego

środa, 19 lipca 2017

płyty Piotra Machalicy

Porady Starszego Konspiranta

„Starszy Konspirant — daję tobie
kompendium wiedzy mej,
sekretnej
Wkuj to na pamięć i noś w sobie
A kartkę połknij najdyskretniej”

„Piaskownicę” — wydaną w 2015 roku płytę Piotra Machalicy — otwierają ironiczne porady, padające z ust doświadczonego spiskowca. Nie jest to przypadek. Piosenki w jego wykonaniu zapraszają do bardzo elitarnego grona, którego członkowie związani są jednak nie tyle działalnością wywrotową, ile pewnym szczególnym rodzajem wrażliwości.

Piotr Machalica znany jest przede wszystkim jako aktor filmowy i teatralny. Jego talent muzyczny został dostrzeżony jednak już w 1986 roku podczas Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. W dorobku ma trzy solowe albumy: wydany w 2002 roku Portret muzyczny: Brassens i Okudżawa, 10 lat młodszą płytę Moje chmury płyną nisko oraz wspominaną już Piaskownicę.

Artysta ten w konsekwentny sposób sięga do tradycyjnego rozumienia poezji śpiewanej. Znaczną część tekstów przez niego wykonywanych (w tym wszystkie utwory z Piaskownicy) napisał Jan Wołek, który, jak przyznaje artysta, posiadł dar „czytania w duszy” aktora. Wśród utworów wykonywanych przez Machalicę znaleźć można również teksty Andrzeja Strzeleckiego, Edwarda Stachury czy Wojciecha Młynarskiego, któremu poświęcony jest koncert podczas tegorocznego Chorzowskiego Teatru Ogrodowego.

Piosenki Machalicy to w dużej mierze utwory melancholijne, słodko-gorzkie (Tak młodo jak teraz, Piaskownica, Kustosz). Nie brak w nich jednak również ironicznego, zdystansowanego spojrzenia, a nawet ostrej satyry (Psiarnia, Kwestia wychowania). To teksty zarazem bardzo intymne, jak i posiadające silne przesłanie; piosenki, które bawią, ale równocześnie zmuszają do zadumy, zatrzymania się w pędzie, jaki oferuje nam dzisiejszy świat.

„Nie chciałbym, żeby pomyślał pan, że narzekam, ale mam poczucie, że wchodzę w czas, który jest kompletnie nie mój. […] To czas wszechobecnego internetu i Facebooka. To tam ustala się, co jest dobre, a co kiepskie. Tam też każdy może się wypowiedzieć bezkarnie, nieodpowiedzialnie” — tak Piotr Machalica diagnozował współczesność 5 lat temu w wywiadzie dla „Gazety Lubuskiej”. Dziś ta tęsknota za dawnym porządkiem świata, rzeczywistością „offline” wydaje się jeszcze bardziej uprawniona. W wyraźny sposób widać ją również w piosenkach zarejestrowanych przez aktora. Są to bowiem utwory trochę retro, może nawet staromodne. Jednak właśnie dzięki temu nastrojowi okazują się tak bardzo prawdziwe. Piotr Machalica wydaje się w nich upominać o instytucję barda, o miejsce dla inteligentnej, ale i niestroniącej od emocji, rozrywki. A zarazem o kwestie podstawowe (choć niegoszczące dziś zbyt często na pierwszych stronach gazet), czyli — jak podkreśla w cytowanym wywiadzie — „przyjaźń, miłość, lojalność”.

„W czasach powszechnej znieczulicy niskich wartości i miałkich produktów z plastiku made in China poezja daje nam szansę na ocalenie tego co najważniejsze” — tymi słowami Piotr Machalica otwiera książeczkę dołączoną do płyty „Moje chmury płyną nisko”. Solowe albumy aktora są najlepszym dowodem na prawdziwość tego stwierdzenia.

Barbara Englender

tekst opublikowany w „Sztajgerowym Cajtungu”, gazecie festiwalowej Chorzowskiego Teatru Ogrodowego

poniedziałek, 17 lipca 2017

z konferencji prasowej...

Plany na wakacje

Nic ciekawego nie powiedział Naczelny Ogrodnik na konferencji prasowej jedenastego sezonu Chorzowskiego Teatru Ogrodowego, bo też i nic nowego powiedzieć nie mógł. Wiadomo: sprawdzone kameralne i komediowe spektakle to przecież założenie każdej edycji festiwalu. Ceny biletów, dzięki wsparciu Miasta Chorzów, jak zwykle na tyle niskie, żeby każdy miłośnik teatru mógł sobie pozwolić na przybycie. Repertuar kuszący, co podkreśla każdy, kto już przeczytał program (zamieszczamy go na ostatniej stronie tego numeru, ale od dawna można go znaleźć na różnych plakatach, stronach, ulotkach itp.). O całorocznej walce o budżet, terminy i o pokonywaniu przeszkód nie ma co wspominać, widzowie mogą cieszyć się po prostu dobrym teatrem.
Tegoroczną niespodzianką jest spektakl praktycznie nie do obejrzenia gdzie indziej, legendarna już, żeby nie napisać, że prehistoryczna, Zabawa. Dawno, dawno temu (w 1995 roku) trzej studenci PWST im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie przygotowali przedstawienie według tekstu Sławomira Mrożka. Przedstawienie tak atrakcyjne, że z miejsca weszło do stałego repertuaru Teatru Powszechnego w Warszawie, a pochwałami, niebezpodstawnymi, obsypywał adeptów aktorstwa między innymi Jan Englert. Nie dziwi to jednak, bo studentami owymi byli Rafał Rutkowski, Maciej Wierzbicki i Adam Krawczuk, marzący o tym, że podbiją sceny całego kraju. Reaktywowali (okazjonalnie) pomysł ze studenckich czasów i udało się zaprosić ich na ChTO z czymś, co dzisiaj już trudno zobaczyć (13 sierpnia, w niedzielę o 19:00 w Sztygarce). Ale prawdziwa, obecna Montownia, też, jak zwykle, będzie, razem z obiecującym Teatrem Papahema z Białegostoku. Przygotowana wspólnie Calineczka dla dorosłych to teatralna uczta (chociaż trochę się już to hasło na ChTO opatrzyło, pasuje idealnie). Gra konwencjami, mroczna satyra, dowcipy dla dorosłych i niebywała plastyczność obrazu to tylko niektóre atuty spektaklu (28 lipca, w piątek o 19:00 w Sztygarce). Żeby dopełnić cyklu spotkań ze stałymi gośćmi na ChTO, pojawi się jeszcze Rafał Rutkowski solo, z drugim monodramem mistrzowskim. Jego Żołnierz polski to nie prosty stand-up, a w pełni teatralna opowieść z podziałem na role, rozbudowana także technicznie. Rutkowski w najlepszym jak na razie wydaniu staje się też szokująco aktualny (11 sierpnia, piątek o 19:00 w Sztygarce). Pojawi się również teatr, o którego obecność Naczelny Ogrodnik zabiegał niemal od początku pracy nad ChTO. Wreszcie udało się zgrać terminy z Teatrem Witkacego z Zakopanego. Demonizm zakopiański na podstawie jednego prasowego artykułu to coś, co koniecznie trzeba obejrzeć (4 sierpnia o 19:00, piątek, w Sztygarce).
ChTO zainauguruje recital Piotra Machalicy z piosenkami Wojciecha Młynarskiego. Przygotowywany od dwóch lat pozwala pośmiać się i powzruszać, czasem niemal równocześnie. Kiedy był planowany jako koncert teatralny na początek jedenastego sezonu, nie przypuszczaliśmy, że stanie się także wspomnieniem o Wojciechu Młynarskim. W ChTO recital będzie mieć specjalny, podkreślający kameralność przedsięwzięcia, tytuł: Mój ulubiony Młynarski na dwie gitary, trąbkę i akordeonik (16 lipca, niedziela, o 19:00, w ChCK-u).
Chociaż Mianujom mie Hanka Teatru Korez z Katowic komedią nie jest, nie mogło tak ważnego śląskiego głosu zabraknąć w cyklu Tyjater kery godo (i przy okazji monodramie mistrzowskim!). Nieprzypadkowo Grażyna Bułka otrzymała za „Hankę” Złotą Maskę 2016 w kategorii Najlepsza rola kobieca (21 lipca o 19:00, piątek, w ChCK-u). Spektaklem spoza głównego programu będzie Rajzentasza. Krótkie sztuki po śląsku, dwie do śmiechu, a jedna nie Teatru Reduta Śląska (23 lipca o 18:00, niedziela, w ChCK-u). W programie ChTO również znalazł się nagradzany na kolejnych przeglądach i nowy Monsieur Charlie tyskiego Teatru HoM: inteligentne i dowcipne połączenie klasyki i nowości, pantomima z prawdziwym taperem i historia zawsze aktualna (18 sierpnia o 19:00, piątek, w Sztygarce). Jedyna zmiana w stosunku do opublikowanego w Dzień Dziecka (żeby wszyscy mogli cieszyć się jak dzieci) programu dotyczy finału. Teatr Ludowy z Krakowa zaprezentuje nie Wszystko o mężczyznach, ale Wszystko o kobietach. Autor ten sam, ale obsada zdecydowanie piękniejsza (25 sierpnia o 19:00, piątek, w Sztygarce). A pierwszego września niespodzianka: nowy cykl, Grządka szkolna, czyli Inspekt: przegląd najciekawszych propozycji teatrów licealnych z regionu. Naczelny Ogrodnik zaprosił dwa spektakle: Igraszki z diabłem (I LO im. Adama Mickiewicza, Ruda Śląska) oraz Wild Ass Leon (III LO, Chorzów Batory): młodzież naprawdę potrafi zaskoczyć, i to nawet najwybredniejszych teatromanów!
Dzięki wsparciu Województwa Śląskiego najmłodszych zaprosić możemy na Chorzowski Teatrzyk Ogródkowy, czyli małe ChTO, które w tym roku, jak poprzednio, odbywać się będzie na scenie w Skansenie (spotykamy się zawsze pod bramą Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny w Chorzowie” i wędrujemy na miejsce spektaklu z aktorami!). W razie deszczu, gradu, śniegu i innych niepożądanych w sierpniowe sobotnie popołudnia zjawisk atmosferycznych chowamy się pod dachem). W programie spektakle z całej Polski i z zagranicy (PIKI!) kolorowe, rozśpiewane, w dużej części interaktywne, a czasem prezentujące egzotyczne techniki teatralne (Ewa Kubiak w Momo). Po raz kolejny zapraszamy oczywiście wszystkich na Dziecinadę 15 sierpnia.
Co więcej? Bilety na spektakle dla dorosłych można rezerwować i kupować w przedsprzedaży przez internet (sieć ticketportal.pl z odświeżonym layoutem) lub w miejscu wydarzenia (ChCK lub Sztygarka) oraz w biurze Ticketportal (Katowice, plac Sejmu Śląskiego 2). Rezerwacje niewykupione w terminie tracą ważność w piątek poprzedzający wydarzenie. A że w ChCK-u można wybierać sobie również miejsce, warto się spieszyć. Na spektakle dla dzieci wstęp wolny dla wszystkich, także na godzinę przed wydarzeniem do Skansenu. Zaplanujcie sobie weekendy z ChTO, żeby mieć gwarancję dobrej wakacyjnej teatralnej zabawy.
Informacje o ChTO tradycyjnie na www.chto.pl i na www.facebook.com/chorzowskiteatrogrodowy (tu konkursy i wiadomości z ostatniej chwili), a gdyby ktoś chciał podzielić się uwagami na temat festiwalu lub konkretnego wydarzenia, adres sztajgerowycajtung@gmail.com cały czas działa i jest do Waszej dyspozycji.
Tyle (w skrócie) powiedział.
I jeszcze baloniki mamy.
Uf.
Pies Ogrodnika

tekst opublikowany w „Sztajgerowym Cajtungu”, gazecie festiwalowej Chorzowskiego Teatru Ogrodowego

piątek, 16 czerwca 2017

program główny jedenastego sezonu ChTO

Chorzowski Teatr Ogrodowy
sezon jedenasty 2017 rok
albo (wiem) to
teatralna jedenastka wprawia w ruch!

program główny

16 lipca, niedziela, o 19:00, inauguracja na scenie Chorzowskiego Centrum Kultury
Piotr Machalica
Mój ulubiony Młynarski na dwie gitary, trąbkę i akordeonik

21 lipca, piątek, o 19:00 na scenie ChCK
tyjater kery godo i zarazem monodram mistrzowski
Teatr Korez (Katowice) / Grażyna Bułka
Mianujom mie Hanka Alojzy Lysko

28 lipca, piątek, o 19:00 w Sztygarce
Teatr Montownia (Warszawa) i Teatr Papahema (Białystok)
Calineczka dla dorosłych wg Hansa Christiana Andersena

4 sierpnia, piątek, o 19:00 w Sztygarce
Teatr Witkacego (Zakopane)
Demonizm zakopiański wg artykułu (sic!) St. I. Witkiewicza

11 sierpnia, piątek, o 19:00 w Sztygarce
monodram mistrzowski
Dzika Strona Wisły (Warszawa) / Rafał Rutkowski
Żołnierz polski Michał Walczak

13 sierpnia, niedziela, o 19:00 w Sztygarce
Teatr praMontownia (Warszawa)
Zabawa Sławomir Mrożek

18 sierpnia, piątek, o 19:00 w Sztygarce
Teatr HoM (Tychy)
Monsieur Charlie

25 sierpnia, piątek, o 19:00 w Sztygarce
Teatr Ludowy (Kraków)
Wszystko o mężczyznach Miro Gavran